Człowiek pozbawiony życiowego celu jest wybrakowany. Niby jesteśmy tymi maszynami składającymi się z mięsa, kości, tkanek, osocza i wielu innych paskudnych elementów napędzających ten skomplikowany wichajster, ale oprócz spożywania jedzenia, robienia kupy, pieprzenia się i chodzenia spać przejawiamy również cechy popychające nas ku wyższym potrzebom. Znam oczywiście osobniki (nazwa adekwatna do ich egzystencji) nie posiadające takich zapędów zatem od wiewiórki różni ich jedynie to, iż umieją czytać i posiedli umiejętność mowy, aczkolwiek przeważająca część mojego otoczenia sięga wyżej i realizuje się w mniej lub bardziej rozdmuchanych czynnościach, począwszy od pisania, a na tańcu góralskim kończąc. O sobie mogę powiedzieć, że jestem wiewiórką z aspiracjami muzycznymi. Moje ogłoszenie (w internecie oczywiście) zawierające apel do zespołów o włączenie mnie do składu w postaci wokalisty czekało nietknięte rok. Ktoś jednak je odkopał i odezwał się, rozpoczynając w ten sposób ciąg przybywających do mnie propozycji. Minęły dwa lata od kiedy śpiewałem regularnie w jakimś bandzie. Z niecierpliwością czekam na powtórkę z rozrywki, gdyż wspomnienia dawnych lat wciąż są wyraźne. Nieodżałowany klimat prób, spięcia, śmiechy, pot i wspólna praca... dla tych rzeczy warto znów zacząć przygodę z muzyką. Nie zawsze jednak było kolorowo, raz z mojej kiedy indziej innych winy. Raz ja byłem frajerem, kiedy indziej oni zachowywali się jak ch*je. Ludzi, którzy działają w tej branży można zatem równie łatwo zaszufladkować co gatunki metalu. Zdażają się oczywiście tzw. mieszanki stylów, ale to czyni omawiane przeze mnie zjawisko jeszcze bardziej ciekawym.
OBÓZ PRACY
To zespół, w którym każdy skrupulatnie wykonuje swoje zadanie. Muzycy są pracowici i nigdy nie nawalają. Można jednak odnieśc wrażenie, że robią to bardziej ze strachu aniżeli miłości do tego co robią. W Obozie Pracy musi być bowiem szef... on zawsze ma racje i z niewiadomych przyczyn jego opinia góruje nad innymi w pozornie demokratycznej dyskusji.
FAŁSZYWE CHOOJE
Moi faworyci. Ich zakres umiejętności jest naprawdę szeroki: - rąbanie dupy z prędkością światła (czyt. kiedy robisz siku) - nie informowanie o rozwiązaniu kapeli - wmawianie Ci, że jesteś debilem chociaż wszystkie fakty przemawiają za tym, iż to właśnie Ty masz rację (a ona zaś godzi w honor dupka) - brak przyjaznej atmosfery... marudzenie, marudzenie, marudzenie.
POCZCIWE CHOPY
Dużo osób się z nich śmieje kiedy tak naprawdę powinni uczyć się od nich manier. Poczęstują Cię kawą, sokiem lub wodą, jednocześnie wypierdalając Cię z zespołu tak, że jeszcze zrobi Ci się miło.
Nie mam zamiaru popełniać błędów z przeszłości. Wystarczy, że kiedyś bez mrugnięcia okiem można było wrzucić mnie do dwóch pierwszych kategorii. Czas najwyższy pychę i megalomanię spłukać wraz z kackupą, podnieść tyłek z klopa i wziąść się do konstruktywnej roboty. Muzyka to przednia zabawa, ja zaś mam zamiar bawić się do upadłego.
Majter

Kochana Redakcjo Niedowiary!
Od jakiegoś czasu zmagam się z ogromnym problemem wykraczającym poza mój rozum. Otóż... tak się składa, że jestem muzealnym cieciem. Moim obowiązkiem jest pilnowanie eksponatów znajdujących się w kamiennicy mieszkalnej na ulicy PIIIIIIIII. Okolica wydaję się być bardzo spokojna i bezpieczna, ale to tylko pozory. W nocy, około godziny 22:00 da się usłyszeć bardzo dziwne dźwięki o bliżej nieokreślonym źródle. Nie daje mi to spokoju, gdyż zjawa nie pozwala ani na sekundę zmrużyć zmęczonego oka. Najpierw astralny byt daje o sobie znać w postaci rozmaitych szmerów i pisków. W połączeniu z nieustannie kapiącą wodą jest to istna gehenna! Następnie udaje się do toalety, załatwia swoje potrzeby, aby za moment bezczelnie i z impetem spuścić wodę w klopie. Najczęściej ok. 1:01 intruz masakruje moje nerwy trzaskając drzwiami! Robi przy tym straszne awantury! Taaak! Nie uwierzą Państwo Redaktorzy! Kłóci się z żoną duchową! Istna parodia... Błagam. Pomóżcie mi. Bardzo zależy mi na utrzymaniu pracy. Szefostwo tylko czeka, aż potknie mi się noga, a opinia wariata z pewnością nie pomogłaby mi w mojej sytuacji.
Ryszard Krupnik*
Kochany Panie Ryszardzie!
Na wstępie chciałbym podziękować Panu za ten niezwykle emocjonujący i pełen niesamowitych zwrotów akcji list. Jest mi niezmiernie miło, iż jest Pan wielbicielem naszego programu i pokłada Pan w Nas swoje zaufanie. Chciałbym jednocześnie zasygnalizować, iż nie stanowimy alfy i omegi we wszystkich kwestiach. Wydaję się bowiem, że problem Pana nie jest natury paranormalnej. Nie bylibyśmy jednak profesjonalistami, gdyby rozpaczliwa prośba o pomoc spotkała się z naszej strony z zimnym pesymizmem i pogardą. Mamy więc kilka teorii, które mogą być odpowiedzią na nurtujące Pana pytania. Najbardziej prawdopodobne jest iż: - budynek w którym Pan pracuje cechuje się konstrukcją typową dla domów ADM-owskich, a co za tym idzie: WSZYSTKO W NIM SKRZYPI I CHRUPIE - cienkie ściany sprawiają, że słyszy Pan wszystko co dzieje się u sąsiadów (a mowa oczywiście o małżeńskich sprzeczkach i robieniu kupy) Na przyszłość radzę Panie Ryszardzie zasięgnąć wpierw pomocy u psychiatry, a następnie z braku możliwości użyć źródeł o wątpliwym podłożu naukowym. Z wyrazami szacunku
Pan Zmuszką
*wszystkie imiona zostały zmienione z uwagi na bezpieczeństwo Pana Krupnika
Majter

Wiem... obiecałem sobie, że nigdy nie będę pisać o blogaskach i podniecać się cyber wszechświatem w który i tak już za bardzo się zanurzyłem. Ten, że tak powiem prowadzony przeze mnie internetowy pamiętnik miał być odzwierciedleniem mojego prawdziwego życia. Inna rzecz, że z własnej głupoty nie mam go za wiele... Rozkręciłem się i zaglądam tu kiedy tylko mogę. Sprawdzam statystyki, poprawiam błędy ortograficzne... no dobra! W czym rzecz? Znowu sprawdziło się powiedzonko "cudze chwalicie a swego nie znacie". Od kiedy zacząłem bawić się szablonami i umieszczać je na przeróżnych serwisach tworząc przy tym konta dla znajomych zrozumiałem jak dobrym hostem jest ownlog.com. I ch*j, że musiałem płacić za aktywację. I nieważne, że nikt nie zostawia mi komentarzy! Tutaj jest mi dobrze i nie zamierzam się przeprowadzać. Dlaczego doszedłem do takich, a nie innych wniosków? Projektowaniem szablonów zajmuję się od zaledwie kilku tygodni. Nie wiem czy wiecie, ale jest to zadanie dziecinnie proste. Wystarczy otworzyć Painta, wejść na stronkę z poradami dla początkujących i gotowe! Przecież to jest śmiechu warte, iż w tak prostym programie graficznym można osiągnąć bardzo ładne rezultaty. Wali mnie czy są one nie wiadomo jak profesjonalne. Pieprzyć gotowe projekty. Teraz mogę pisać we własnym, niepowtarzalnym blogu wiedząc, że żaden łoś nie będzie miał dokładnie takiej samej skórki. Zachęcony sukcesami na polu webmasterskim (wiem, popadam w przesadę!) postanowiłem rozejrzeć się za jakimś innym, aczkolwiek darmowym serwisem, który przygarnąłby blogi moich znajomych. Gdyby nie kochana Era oraz jej poroniony pomysł z zablokowaniem mi połączeń wychodzących ich strony z pewnością znalazłyby się na OL. Pomyślałem jednak "Internet jest duży, to kwestia minut nim znajdę jakiś podobny hosting i w dodatku za friko". I właśnie w trakcie tych prób zrozumiałem, że czasami warto wklepać te 1,30 zł i mieć święty spokój. Szablon który dotychczas funkcjonował prawidłowo, posypał się całkowicie na Mylog. Początkowo zdawać się mogło, iż jest to bliźniaczy serwis do mojego, ale brak możliwości podglądu oraz niemożność zajrzenia w statystyki utwierdziło mnie w opinii o zupełnie odwrotnym stanie rzeczy. Inny rodzaj perypetii szykuje internautom Blogi.pl. Dzieją się tam bowiem dziwne rzeczy z odnośnikami i trzeba się sporo napocić, aby linki wyglądały tak jak powinny wyglądać na innych serwerach. Blog4u wydaje się bardzo przystępny, ale wyskakujące nazbyt natarczywie reklamy mogą jedynie zachęcić użytkownika do najechania kursorem na krzyżyk w prawym górnym rogu przeglądarki. Na jego plus przemawia fakt, że zamiast obciachowego adresu "www.......blog4u.pl" (Boże! Tam piszą praktycznie same dzieci, w dodatku bez aspiracji wyróżniania się jeśli nie treścią to wyglądem na tle reszty) istnieje możliwość przemianowania go na ".....wjo.pl" Ownlog ma swoje wady. Kiepsko zintegrowaną z kodem księgę gości i ograniczone możliwości promocji bloga (słabość tą jednak dzieli z innymi), ale mimo wszystko warto tu być. Zero reklam, święty spokój i w miarę ciekawi i rozgarnięci współlokatorzy. Czego więc chcieć więcej?
Majter

Chyba nie jest ze mną za dobrze, bo od dłuższego czasu zbyt dużo rozmyślam o przemijaniu, egzystencji, śmierci i innych arcyciekawych kwestiach, których by się nie powstydził żaden szanowany emo dzieciak. Kiedy tak patrzę na mojego brata zastanawiam się jak musi się czuć mając świadomość tego, iż za 15 lat skończy czterdziestkę. Jeżeli będziemy w ten sposób rozumować, to możemy dojść do naprawdę niesympatycznych wniosków. Ja sam mając te swoje 22 mam wrażenie, że jakoś dziwnie szybko zleciał ten czas. Gdzie wcięło będące jeszcze niedawno teraźniejszością ostatnie dni? Przecież w trakcie tego okresu nie zrobiłem rzeczy z których mógłbym być jakoś specjalnie dumny. Nie osiągnąłem aż tak wiele, zaś marzenia z młodości... kariera muzyka, archeologa, plastyka spełzły na niczym. Nastroju nie poprawił mi napotkany ostatnio licznik życia. Według niego udało mi się dotrwać do 8461 doby istnienia. Malutko w konfrontacji z mikroskopijnymi liczbami, drobnymi wydarzeniami cyklicznie powtarzającymi się na naszych oczach. W ten oto sposób przeżyłem jak dotąd tylko 22 Boże Narodzenia, 22 Sylwestry, 22 wiosny, 22 zimy. 13 razy rozpoczynałem rok szkolny i byłem tylko na 7 urodzinach moich najlepszych przyjaciół. Najlepszym sposobem, aby o tym wszystkim zapomnieć jest rzucenie się w wir pracy, nauki i przyjemności. Całkowity hedonizm? To chyba nie dla mnie, bo zawsze w tej bezsensownej i niemal zwierzęcej egzystencji, którą razem dzielimy na ziemskim padole staram się doszukać pierwiastka duchowego, napełniającego tą materię czymś istotnym i... godnym.
Majter

Kochani! Stała się rzecz niemożliwa. Z okazji wyświetlenia 1542354 odcinka Mody na sukces w TVP1 do popularnego serialu powróciła kultowa już postać demonicznej Szili Carter. Któż nie pamięta jej mrocznych poczynań mających na celu zniszczyć rodzinę Foresterów? Wielu krytyków filmowych podziela zdanie o nietuzinkowości roli odtwarzanej przez Kimberlin Brown. Nic więc dziwnego, że takie sceny jak próba zabicia Stefani Forester przeszła już do legend kultury masowej. Na bazie tej złożonej kreacji aktorskiej napisano już wiele prac doktorskich, przeznaczono jej setki analiz psychologicznych i do dnia dzisiejszego poświęca się jej przynajmniej kilka słów w felietonach i audycjach o zaburzeniach osobowości. Jeżeli jednak nie macie zielonego pojęcia o czym piszę sprawdźcie na własną odpowiedzialność. Oto próbka zdolności Szili. Przed włączeniem filmiku upewnijcie się, że w pobliżu nie ma dzieci.
Uff... Jeśli ta brutalna i niezwykle odrażająca mozaika nie zaspokoiła Waszych psychopatycznych zachcianek zapoznajcie się ze spoilerami do nadchodzących odcinków: - w niedługim czasie Carter zapragnie połączyć Rika ze swoją córką - Brooke weźmie ślub z Ridżem (tak! to prawda!), ten drugi zaś zostaje porwany przez szaloną Szilę - dochodzi do spektakularnego pojedynku na miecze między kobietami! Więcej nie mogę Wam zdradzić. Pozostaje jedynie oglądać na bierząco wszystkie epizody. Według moich obliczeń wspomniane wyżej wydarzenia nastąpią za dwa lata. Wiem, że to długo, ale pocieczę Was. Do tego czasu żaden z bohaterów nie postarzeje się ani na jotę.
Majter

Kolega z pracy wysłał mi dwa dni temu linka do opisu książki pt. Kroniki Jednorożca - Polowanie zamieszczonego na Gildii.pl. Jak podaje serwis jest to powieść zbliżona klimatem do znanego polskim widzom serialu Heroes. Intrygująca notka pchnęła mnie do zapoznania się z historią i nie ukrywam, że to co przeczytałem wprawiło mnie w zdumienie, a zarazem konkretnie rozbawiło (dużą rolę w tym procesie odegrał zarys drugiej postaci). Podrzędny telepata Edmund Lis i bioenergoterapeuta Piotr Konieczny, zwany Młodym, staną w obliczu wydarzeń, które uzmysłowią im, że świat, w którym żyli do tej pory, ma także inne, niebezpieczne oblicze. Nawet dla ludzi obdarzonych nadludzką mocą. Zrozumieją, że... ONI WCIĄŻ ŻYJĄ POŚRÓD NAS. I WKRÓTCE ZNÓW UPOMNĄ SIĘ O SWOJE PRAWA...

Oczami ignoranta
Notka ta jasno daje nam do zrozumienia, iż akcja rozgrywać będzie się w polskich realiach. Od razu chciałbym zaznaczyć, że z dokonaniami pana Roberta J. Szmidta nie miałem nawet minimalnej styczności. Nie mogę nawet w najmniejszym stopniu ocenić poziomu artystycznego jaki prezentuje Polowanie, aczkolwiek przeświadczenie o rychłym niepowodzeniu produktu (chciałbym jednak podkreślić, że jedynie w momencie natarczywego ubierania historii w hero-operę) jakoś nie daje mi spokoju. Mówiąc prościej - superbohaterskie klimaty średnio sprawdzają się w naszym kraju. I nie mówię tu już o zainteresowaniu rodaków czytaniem takich rzeczy, bo o tym to do znudzenia piszą i mówią publicyści od wielu lat (w tym ja, chociaż publicysta ze mnie żaden). Widok mężczyzny biegającego po ulicach Warszawy lub przeskakującego przez płot jednej z wiejskich gospód w jaskrawym kostiumie z peleryną po prostu średnio krystalizuje się w mojej wyobraźni. Podejrzewam, że bohaterowie omawianej książki noszą się "normalnie", ale nawet w takiej formie są oni namiastką amerykańskich X-Men, postaci wpisanych grubą kreską w pop kulturę zjadaczy hamburgerów. Podobnie jest z muzyką Country lub chórkami Gospel. To nie nasza działka... i tyle.
Oczami optymisty
Pozwoliłem sobie jednak na zbyt swobodną interpretację zawartości produktu. Polski superbohater/mutant to nic nowego i szokującego. Na pochwałę zasługuje to z jak niewyobrażalną gracją i swobodą udało mu się wpasować do polskiej rzeczywistości. Od przykładów, aż się roi.
Ryszard Lubicz
Moce: autopatia. Potrafi nawiązać psychiczny kontakt ze swoją taksówką. Za dnia przykładny ojciec i głowa rodziny. Nocą zaś zmienia się w nieokiełznanego amanta.

Piotrek Zduński

Moce: pączkowanie. Jest w stanie wytworzyć swoją własną kopię zapasową. Niestety "jego drugie ja" - karzące nazywać siebie Paweł - bywa przeważnie nieco bardziej mroczne od oryginału. Moim skromnym zdaniem scenarzyści wyraźnie wzorowali się na Multiple Manie z wydawnictwa Marvel - posiadającym nieco zbliżoną umiejętność.
Ferdynant Kiepski
Bohater nieco już wysłużony. Bez niego jednak lista ta byłaby niekompletna i mało przekonująca. Moce: super metabolizm. Dla niego wypicie 10 piw w pół godziny nie stanowi poważnego problemu. Warto napomknąć, że nie odbija się to na jego kondycji fizycznej i psychicznej. Jest to moc jeszcze bardziej nietuzinkowa kiedy uświadomimy sobie, że Ferdek praktycznie w ogóle nie podnosi tyłka z fotela. Chętnie rozpisałbym się szerzej na temat roli bohatera w polskiej telewizji, prasie, książce i komiksie, ale od dłuższej chwili bardzo chce mi się sikać. Z tego też powodu przepraszam za ewentualne błędy ortograficzne oraz niedbale wrzucone zdjęcia! Z mojej strony to tyle... mam nadzieję, iż nie przynudzałem tak mocno.
Majter

Wiele się to już nasłuchałem o urokach życia w samym sercu miasta od osób tam zameldowanych. Nie wiedzieć czemu dostrzegają oni w swojej stłoczonej i głośnej krainie coś naprawdę cudownego. No bo jak tu nie dostrzegać plusów takiego usytuowania? Bycie w centrum wydarzeń, lepszy dostęp do kultury, puby, dyskoteki. Żyć nie umierać. Co ciekawsze te tzw. mieszczuchy nierzadko w swoich pieśniach pochwalnych urągają godności mieszkańców osiedli znajdujących się na obrzeżach metropolii. Podać jakiś przykład? Proszę bardzo. "A wy to na takim zadupiu mieszkacie, ja mam przynajmniej wszędzie blisko i w ogóle jest fajnie". Uwaga ta jest na tyle głupia, iż w dobie dobrze rozwiniętej komunikacji miejskiej najzwyczajniej absurdalna. Mieszkam w dzielnicy PIIIIIIIIIIII od urodzenia i jakoś nieszczególnie przychodzi mi narzekać na kiepski dojazd. Jasne... bywa, że uliczne korki oraz niesprzyjająca pogoda utrudnia dostanie się do pracy na czas. W zamian za to mam jednak spokój i czas na usłyszenie własnych myśli. Nie uważam, aby w mieście do tego stopnia było ciężko o te dwa czynniki (bądź co bądź założenie takie byłoby krzywdzące), jednak to czego wczoraj byłem świadkiem utwierdziło mnie w przekonaniu, iż mieszczański ruch powinien nieco przystopować w krytyce nowych osiedli i przez chwilę spojrzeć na swoje własne podwórko. POLSKA POKONAŁA BELGIĘ. I jak tu się nie cieszyć z wielkiego zwycięstwa? Trzeba przyznać, że polski kibic wie jak uczcić taką chwilę. Na początek pół tuzina przyśpiewek z kumplami na środku jednej z głównych ulic śródmieścia, potem kilka gongów w ryj - ale tak do krwi, żeby było z jajem! - i na sam koniec efektowna ucieczka przed policyjnym radiowozem. Współczuje lokatorom kamienic, którzy do 4:00 rano musieli wysłuchiwać darcia o różnorodnej tematyce: "POMOCY! BIJĄĄĄĄĄ! KURW@@@@! AAAAAAA!", "WKS! POLONIA! WKS! POLONIA!" lub "NO PRZESTAŃ JUŻ KURW@! ROZDZIELCIE ICH JA PIERD%%%!". Przez te 20 godzin siedzenia w budynku muzeum zdążyłem wyrobić sobie dość nieciekawą opinię o tutejszych warunkach bytowych. Nie neguję faktu, iż żyją tam z całą pewnością ludzie wartościowi, ciekawi i inteligentni. Nie każdy też musi być potulnym barankiem chodzącym spać zaraz po Wiadomościach. Poza tym wspomniane przeze mnie chuligaństwo to nie tylko rdzenni mieszkańcy, ale również zbieranina z całej PIIIIII, którą przyciągają na miejsce te same aspekty co innych: chęć zabawy i zapomnienia o troskach dnia codziennego. Co innego jednak być tam gościem, co innego mieszkać i znosić męki z takimi przejezdnymi. Jeżeli o 23:00 nie można wyjść już spokojnie z psem na spacer, to ja dziękuje. Wybieram swoją "wioskę".
Majter

Wczoraj miałem bardzo ciężki dzień. Długa przerwa w śpiewaniu dała o sobie znać już na pierwszej próbie z nowym zespołem. Zdarte gardło, wyczerpanie i zawroty głowy... do domu wróciłem przymulony na maksa. W tamtym momencie potrzebowałem jedynie leczniczej ciszy i spokoju. Kawki z jogurtową bułką i niezobowiązującej rozmowy na gg z moimi najlepszymi przyjaciółkami. Panny KM i KS - bo o nich mowa - są od siebie różne jak krople wina i piwa. Łączy je szczera, niemal serialowa przyjaźń, lecz w podejściu do życia i pod kątem temperamentu mogłyby być równie dobrze wobec siebie antagonistkami. Co je do siebie ciągnie? Same pewnie tego nie wiedzą. Dobrze jednak, że są. Takie, a nie inne. W przeciwnym razie zewsząd wiałoby straszną nuuuuudą! Ja zaś jestem cholernie dziecinny. Lubię poruszać abstrakcyjne, nieżyciowe kwestie. Zadawać pytania typu "co by było gdyby", sięgając w tym czasie po tematy paranormalne, filmowe, komiksowe i komediowe. Uciekam od rzeczywistości najszybciej jak tylko mogę i o dziwo... nie odstrasza to w rozmowie bohaterek mojej najnowszej notki.
Superbohaterski test psychologiczny
Wieczorne dywagacje rozpoczęły się niepozornie. Zapytałem obie Panie co myślą na temat ewolucji ludzkiego gatunku. Czy posiadamy ukryte zdolności, które należałoby jakoś uaktywnić, rozwinąć. W odpowiedzi otrzymałem bardzo ciekawe przemyślenia:
KS: Każdy z nas ma jakiś dar. Tylko z czasem jak dorastamy one zanikają (...) i przestajemy zauważać pewne rzeczy, a zdolność spostrzegania i korzystania z nich mają tylko dzieci. (...) Najważniejszy jest dar miłości i kochania.
KM: Wiesz co.. bo ja mam jeden dar... przeczuć. (...) Czasem jestem czegoś tak pewna- i ZAWSZE się sprawdza. Opinie dość dyplomatyczne. Każda bowiem niesie ze sobą przesłanie o nieograniczonych możliwościach homo sapiens. Zza horyzontu tych wynurzeń maluje się dla nas niemal świetlana przyszłość! Jednak im dalej w las tym... więcej rosy. Jedno pytanie wystarczyło, aby przypisać dziewczynom odrębny rys psychologiczny, wyróżnić zmienne w ich postrzeganiu rzeczywistości i dojść do jasnego wniosku: ONE SĄ JAK OGIEŃ I WODA! W jednym przypadku mamy nawet surową ocenę motywów osoby, która byłaby wyraźnym przykładem Człowieka Jutra.
?: Gdyby Twój ukochany znikał po nocach lub w jakichś wyjątkowo dziwnych okolicznościach, czy uwierzyłabyś mu gdyby powiedział, że powodem tego jest jego superbohaterska kariera?
KM: Nie. Pomyślałabym: "Co za fiut, zdradza mnie". No cóż...
KS: Musiałby mi pokazać, że jest superbohaterem... bo tak to nie. Ma się rozumieć! ?: Czy nie bałabyś się o niego? Wytrzymałabyś w takim związku?
KM: (...) by mi latał z innymi dziewuchami.. a takie to od razu nóżki rozkładają jak się je ratuje, a ten cały superbohater jak każdy facet pewnie by chciał coś w zamian...
KS: Trochę bym się bała... ale gdyby było fajnie to czemu nie?
W dalszej części wypowiedzi KS dała mi do zrozumienia, że bycie w związku z nadczłowiekiem ma też nieopisane walory "romantyczne", takie jak spotkania na chmurce lub statule wolności. KM zaś wykazuje się większą powściągliwością wobec swojego ukochanego. W końcu kto powiedział, że musi on od razu być chodzącym ideałem bez skaz? Bez względu na to, czy ma on moce czy też nie - zdaniem naszej bohaterki trzeba mieć go na oku. Bywa też i tak, że niepowodzenia w relacjach kobieta - heros nierzadko mogą skończyć się tragicznie dla tego drugiego.
Najpierw bym go w sobie rozkochała... potem zostawiła... i by cierpiał.
Zupełnie inną taktykę przejmuje KS, która w celu umocnienia swoich uczuć przywdziałaby kostium i pomagała mu zwalczać przestępczość. Zapytana o wyjaśnienie takiego postępowania odpowiada:
Taka już jestem...
Jeżeli uważasz Drogi Czytelniku, iż za słowami KM stoi ostry radykalizm... mylisz się. Broni się ona silnym i solidnym argumentem (nie pozostawiającym cienia wątpliwości co do posiadania przez Nią dobrego serca):
Nie no... ja bym tak nie zrobiła :)
Wnioski
Ten psychologiczny test ukazuje nam dwie kobiety. Twardą realistkę i szaloną marzycielkę. Na podstawie moich obserwacji w realu stwierdzam, iż obie Panie mogą pochwalić się właśnie tymi samymi fragmentami ich układanki charakterów. Jednak w tej konkretnej sytuacji, podczas hipotetycznych zmagań ze swoim przyjacielem w rajtuzach przejawiają bardzo wyraziste cechy. KM lubi planować i myśleć przyszłościowo, zaś KS żyje chwilą upajając się uczuciami. Teraz wybór należy do Ciebie superczłowieku. Którą drogę wybierasz?
Majter

Zapomnijcie o czasach kiedy to bieda była powodem do wstydu! Udowodnię Wam, iż czyste serce i dobre uczynki prowadzą do większego szczęścia, aniżeli plik banknotów w kieszeni i pusta pogoń za zyskiem! Pozwólcie, że przedstawię Wam niezwykłego bohatera. Osobliwego chłopca o imieniu Icek, będącego od dzisiaj wzorem dla każdego dziecka z ubogiej rodziny.
Epizod 1: ICEK I BIEDOBURGER
Czyż to nie wzruszająca historia?
Majter


![;]](http://img236.imageshack.us/img236/1673/jablofdo3.jpg)