JAK OTWORZYĆ WINO BEZ USZCZERBKU NA ZDROWIU?


Link 27.01.2008 :: 10:50 Komentuj (4)

Lifehack to ogólna nazwa sposobów i trików używanych do ułatwiania sobie życia. W szczególności są to pomysły programistów, którzy próbują przenosić idee i koncepcje informatyczne na codzienne życie.


żródło: Wikipedia


Minęło już trochę czasu od kiedy moje usta ostatni raz nawilżone zostały napojem winopodobnym. Kącik alkoholowy leżał odłogiem, a piękna idea zapoznawania czytelników z walorami jabola popadała w zapomnienie. Do odświeżenia tematu zainspirował mnie post kolegi na jednym z lokalnych for metalowych. Ubolewał on nad faktem, iż podczas otwierania wina stracił pół zęba. Przypomniała mi się podobna sytuacja z udziałem przyjaciela. Byliśmy wtedy strasznie wstawieni, a stan ten niewiele pomagał w dobraniu się do trunku zapieczętowanego tzw. "chujowym, plastikowym korkiem". Jest on wyjątkowo nieporęczny ze względu na mocne przywieranie do powierzchni szklanej ścianki. Śliskie palce oraz upojenie alkoholowe uniemożliwiają zatem otwarcie go. Jednym skutecznym sposobem jest w takiej sytuacji skożystanie z własnego uzębienia. Co jednak zrobić kiedy mamy słabe szkliwo, albo po prostu boimy się, że stracimy wszystkie jedynki?



Sytuacja zazwyczaj wygląda następująco. Jesteś pijany. Próbujesz otworzyć wino kręcąc korkiem w kierunku wskazówek zegara. Jak nie trudno się domyślić - bezskutecznie. Powtarzasz zatem ten sam zabieg tyle, że w przeciwną stronę. Dupa. Korek jest porządnie przekręcony. Chwytasz go zębami. AŁA! Nie ma zęba.


Schemat wyraźnie pokazuje, iż siła mająca służyć nam do oderwania tworzywa przeciwstawia się i ciągnie wraz z nim zębiska:



Warto dodać, iż niewprawiony konsument pozostawia w korku wypustki, jeszcze bardziej przytwierdzające plastik do szkła. Sytuacja wydaje się zatem być bez wyjścia. NIC BARDZIEJ MYLNEGO! Sprawdź czy masz pod ręką zapalniczkę. Jeżeli nie (wiadomo - nie wszyscy muszą palić papierosy), to skocz po nią do monopola. Pod żadnym pozorem nie zaopatruj się w zapałki. Są one przede wszystkim nieporęczne. Pamiętaj, że jednocześnie będziesz musiał pilnować kąta nachylenia butelki do płomienia, co z szybko spalającymi się zapałkami nie jest szczególnie proste. Nie trudno też w takim momencie o poparzenia. Popsułoby to całą zabawę z picia, a nie o to nam wszystkim chodzi.



Jeżeli kiedykolwiek zapalałeś znicz na cmentarzu, tudzież koktajl Mołotowa na stadionie, zdajesz sobie sprawę z tego, iż płomień musimy rozniecać "od spodu" (patrz: obrazek 3). W ten sposób unikniesz przypadkowego oparzenia. Pół minuty wystarczy, aby plastik stał się wystarczająco miękki. Na wszelki wypadek sprawdź to opuszkiem palca. Bez obaw. Tworzywo te szybko stygnie więc nieprzyjemne konsekwencje nie wchodzą w grę. Upewniwszy się, że dalsze przypalanie jest już zbędne, chwyć korek i pokręć nim w dowolnym kierunku. GOTOWE!


Teraz nie pozostaje Ci już nic innego, jak tylko napić się upragnionego wina. Smacznego!


Majter




NIE TAKI KOMORNIK STRASZNY...


Link 23.10.2007 :: 12:30 Komentuj (2)

... jak go malują. Oj tak! A Miałem okazję osobiście się o tym przekonać kilka dniu temu. Zjawił się bowiem w moim mieszkaniu późnym wieczorem wyszedłwszy wpierw z ciemnej ściany na klatce schodowej. Stanął jak posąg i rzekł: czy mam przyjemność z panem ***? W głowie pojawiło się tysiące pytań: kim on jest? czego chce? czy znowu coś spierdoliłem? Wkrótce jednak okazało się, że powodem tej niespodziewanej wizyty był pewien incydent mający miejsce rok temu.


NIE I CH*J


Nie będę chyba orędownikiem jakiejś niezwykle oryginalnej myśli jeżeli napiszę, iż nie ma nic lepszego niż picie w plenerze. Tym bardziej gdy jest ciepło! Czynność tą można wykonywać dosłownie wszędzie. Na skałkach, górkach, za blokiem, w lesie itd. itd. Prawie wszędzie jest sympatycznie, są jednak rejony gdzie nie zawsze czuję się na tyle komfortowo, aby z nieskrępowaną niczym przyjemnością wlewać w siebie nalewki brzoskwiniowe. Do takich terytoriów należał właśnie park umiejscowiony zaraz przy kościele. Po pierwsze strasznie głupio jest pić w takim miejscu. Mimo, iż nie jestem przykładnym katolikiem staram się szanować wartości innych ludzi... blablabla! Druga rzecz to fakt, że chodzi tamtędy sporo ludzi. I tego feralnego dnia, który stał się zapalnikiem dla nadchodzących zdarzeń, moi najlepsi przyjaciele wpadli na pomysł, by właśnie tam się najebać. A że była wtedy godzina 17:00, a słońce bezczelnie wisiało sobie jasno na niebie, ryzyko wtopy znacznie wzrastało. Dlatego w odpowiedzi na ich plan odrzekłem: "Nie i ch*j!" Na nic jednak zdały się moje protesty! Nalegali tak długo, aż uległem tym brzydalom chłolernym.


GUL...GUL...GUL... o k*rwa!


Zaczęliśmy pić. Już w momencie otwierania butelki czułem, że coś jest nie tak. Dodatkowym elementem wprowadzającym mnie w stan niepokoju była nalewka wiśniowa, której wręcz nie cierpię, a zmuszony byłem pić z braku mojej ulubionej w asortymencie sklepowym. I tak nam czas beztrosko mijał do momentu, w którym zza drzew wyłoniła się furgonetka straży miejskiej! Mundurowi natychmiast wkroczyli do akcji, stosując przy tym technikę "dobry i zły glina". Ten dobry podszedł do nas z uśmiechem na twarzy, zapytał co pijemy i nawet udawał dla żartów, że zaraz pociągnie z gwinta. Drugi natomiast zgrywał służbistę i jak nie trudno się domyślić to właśnie on spisywał nasze dane. Panowie strażacy miejscy poszli nam bardzo na rękę, gdyż z całej naszej trójki tylko ja miałem przy sobie dowód tożsamości. Mandat przyjąłem na siebie, aby wmięczyczasie dogadać się miedzy kolegami w sprawie dzielenia kosztów tej zabawy (ok. 30 zł na łebka). Pieniążki otrzymałem, a że byłem wtedy strasznym biedakiem przewaliłem forsę na lewo i prawo. Przez cały rok bezskutecznie zanosiłem się ze spłaceniem kary. Dni mijały, ja zaś coraz bardziej miałem wyjebane na ciążące nade mną problemem.


One Year Later


Komornik przystąpił do formalności. Wyjął pliczek "karteczek" do wypełnienia, pokazał mi mój zeszłoroczny mandat i zaczął wypisywać "coś tam". Wkurwiony całą sytuacją czekałem tylko, aż skończy swoje. Ten zaś prawdopodobnie wyczuł nieprzyjemną atmosferę wiszącą w powietrzu, lub też stanowił typ człowieka o wesołym usposobieniu, ponieważ bez mniejszych krępacji sypnął na starcie kilkoma żartami. Dzięki niemu dowiedziałem się też o kilku mogących się przydać w przyszłości sprawach: - "Pan z Urzędu Miasta" (czyt. komornik) z uwagi na to, iż reprezentuje interesy Prezydenta Miasta musi być bardzo miły dla dłużników. Oni bowiem stanowią ważny (jeżeli nie największy) procent ewentualnych wyborców. - Nie warto płacić kary na czas. Mandat "podrożał" tylko o 10 zł, a jak to ujął pan komornik "Dzięki temu tacy ludzie jak ja mają prace!" - Uwaga! Cytuję! "Chłopaku, na przyszłość postarajcie ugadać się z policjantami, żeby wlepili wam mandat za śmiecenie. Wtedy zapłacicie tylko 50 zł!" Czy muszę dodawać coś jeszcze? Doświadczenie to niezwykle mnie wzbogaciło. Teraz wiem, że mogę pić bez strachu o swój los. Zaś zła sława komornika odeszła wraz z bajkami o smokach i rycerzach.


Majter




TO CO PIJĘ NIE ŚWIADCZY O MNIE


Link 14.06.2007 :: 19:53 Komentuj (4)

Czas na trochę luźniejszy temat... Czy zastanawialiście się kiedyś co popycha człowieka w stronę używek? Czy chodzi o chęć poznawania nowego? Łamania w sobie kolejnej bariery strachu? A może o bunt lub karę wymierzoną w swój własny organizm? Wewnętrzna myśl nakazująca sobie dopierdo*ić. Pojawia się też kwestia momentu, kiedy zdajemy sobie sprawę jak bardzo zabrnęliśmy w ślepy zaułek. Często wpadamy w panikę, nierzadko też przechodzimy ze swoim problemem do porządku dziennego. Tak czy siak większa część populacji ludzkiej sterowana jest przez nałóg. Dlatego też koncerny tytoniowe i wszelkiego rodzaju rozlewnie prześcigają się w jakości swoich produktów. Coraz to nowe opakowania, coraz to ciekawsza zawartość... I jak tu się nie skusić? Domyślam się, że w momencie w którym czytasz moje słowa, masz nieodpartą ochotę skosztować coś przy czym mógłbyś Drogi Czytelniku zrelaksować się, odpłynąć... Dlatego też polecam Ci nalewkę brzoskwiniową firmy Bartex. Wbrew pozorom nie jest to zwykły jabol. Gdyby tak było nie piłbym go od dobrych dwóch lat. Żeby nie być gołosłownym przedstawię Wam kilka zalet tego trunku. Po pierwsze - jest to SMAK! Podczas spożywania napoju nie odczujesz nieprzyjemnej goryczy typowej dla innych win. Peach przypomina bardziej napój owocowy, aniżeli nalewkę. Że już nie wspomnę o zachęcającym wyglądzie, w napakowanej zakupami torbie nie wzbudzającym żadnych przykrych podejrzeń. Cena jest jeszcze bardziej rozwalająca. Napój otrzymacie w sklepach sieci Lidl za śmieszną kwotę... 3,60 zł (w zaokrągleniu) Zawsze miła i sprawna obsługa nie będzie robiła Wam denerwujących uwag odnośnie spożytego za kilka chwil trunku. Uczty nie opóźni nawet próba dostania się do środka butelki, bowiem zamknięta jest ona na najzwyklejszą w świecie zakrętkę. Na pewno przypominacie sobie chwile, kiedy przez godzinę usiłowaliście uporać się z zapadniętym korkiem. Ci, którzy pozostali przy tym relikcie przeszłości z pewnością mają już nieźle starte szkliwo nazębne. Czy muszę coś jeszcze dodawać? Oddajcie się tej trzynastoprocentowej rozkoszy smaku! Zapomnijcie o smutkach i otwórzcie swoje umysły i portfele na niesamowity aromat brzoskwini. W tej chwili nie pozostaje mi nic innego jak tylko życzyć Wam kochani czytelnicy SMACZNEGO!


Majter








| Lay&html by Majter |



Księga Gości

[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]

A r c h i w u m

2008
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec



Kategorie

Obserwacje(14)
Film(7)
Trochę kurtury kur*a!(7)
Psioczenie(7)
Alko-world(3)
Kulinaria(2)
Komiks z morałem(2)
Komiksowo(2)


L i n k i

Moje filmy na Youtube
Blog Kubusia
Znakomita audycja alkoholowa
Polska strona o Gwiezdnej Wędrówce
Polski blogger
Batcave - serwis komiksowy
Krypton League - serwis komiksowy
Pojeby :)
Rygorystyczne oceny
Oceny.org
Darmowy katalog stron


www.pajacyk.pl



;]
Czasami mam sraczkę myśli... więc piszę.

Kombajn, którym stworzyłem tego bloga :D

Copyright © by Majter