NIE PAL - BĘDZIESZ MIAŁ WIĘCEJ KOMIKSÓW


Link 11.12.2007 :: 22:43 Komentuj (5)

Długo czekałem na taką chwilę kiedy będę mógł udowodnić sobie, iż rzucenie papierosów było naprawdę dobrym pomysłem. Szukałem okazji, aby pozytywnie spożytkować pieniądze, które jeszcze 8 tygodni temu wydałbym na szlugi. Dlatego też zaraz po otrzymaniu stypendium ruszyłem nadrabiać zaległości komiksowe. Tak się bowiem złożyło, że w Taniej Książce odbyła się wyprzedaż. Ceny były naprawdę śmieszne w porównaniu do tych oryginalnych. Najdroższe wydawnictwo kosztowało mnie jedynie 5 zł, dlatego też postanowiłem zaszaleć. W mojej kolekcji znalazły się takie pozycje jak Transmetropolitan #2, 100 naboi, Mroczne dni czy też Hitman.



W ten oto sposób prezentuje się 10 paczek papierosów(!!!) marki Viceroy według serwisu Kupujemy.pl w papierowej postaci. Muszę przyznać, że informacja ta automatycznie rozwiała moje wyrzuty sumienia. Wydać 55 zł na same komiksy? To i tak lepszy zakup, aniżeli zmarnowane zdrowie i krótkoterminowa przyjemność ukryta w bibułce zwiniętej wokół śmierdzących, wysuszonych paproci . Doszedłem również do wniosku, że w samą porę wyrwałem się z nikotynowego nałogu. Według Money.pl palaczy czekają od nowego roku bardzo nieprzyjemne chwile. Wszystko wskazuje na to, że wkrótce stopniowo zaczną drożeć papierosy - pisze "Rzeczpospolita". Do końca 2008 roku ich cena powinna wzrosnąć o jedną czwartą. Trwa wojna cenowa producentów papierosów. W efekcie spadają ich ceny i związane z nimi wpływy z akcyzy. Tylko w ubiegłym roku przeciętna cena paczki spadła o 1 złoty - podaje dziennik. Tymczasem Polska do 2009 roku musi podnieść akcyzę od wyrobów tytoniowych, by wypełnić zobowiązania wobec Brukseli. Stawka podatku musi się zwiększyć do 64 euro od tysiąca papierosów z obecnych około 42 euro. Gdyby przepisy o akcyzie nie zmieniły się, prawdopodobnie w ostatnich dniach grudnia 2008 roku palacze przeżyliby szok - z dnia na dzień ich nałóg kosztowałby o około 25 procent więcej. Producenci wyrobów tytoniowych i Ministerstwo Finansów chcą jednak zmienić sposób naliczania akcyzy tak, by nie trzeba było przeprowadzać gwałtownych podwyżek. (IAR) Tak więc Kochani Palacze macie jeszcze czas na nawrócenie. Ja tymczasem zabieram się za lekturę świetnych tytułów.


Majter




CZYM JEST DLA MNIE ZESPÓŁ HEY?


Link 11.12.2007 :: 19:11 Komentuj (2)

Po prostu wszystkim i niczym. Są tacy artyści, którzy przewijają się przez nasze życie prawie niezauważeni. Mogą dla nas coś znaczyć na poziomie podświadomości, a jednocześnie być jedynie przyjemnym tłem w życiorysie, gdzieniegdzie dając o sobie znać ciekawą piosenką, która najczęściej mocno współgra z przeżywaną właśnie chwilą. Hey. Zespół będący jednym z czołowych przedstawicieli polskiej muzyki rockowej. Ja. Pochłonięty niegdyś do potęgi entej przez metalową kulturę. Jako młody metalowiec nie byłem w stanie dostrzec w nich czegoś więcej niż tylko fajną kapelę z charakterystyczną wokalistką. Z drugiej strony wątpie, aby nie mieli na mnie zupełnie żadnego wpływu. Jedno jest pewne... budzili mój szacunek. I to prawdopodobnie zaważyło na fakcie, iż nie odczuwam dyskomfortu z powodu ponownego odkrywania ich twórczości. Nie myślę, że odchodzę z ciężkim graniem na emeryturę.


Hey MTV Unplugged jest dobrym podsumowaniem twórczości. Dzięki tej płycie mogę poczuć się jak długoletni fan i wejść w ten cały hejowaty świat bez zdejmowania butów. Natomiast Kasia to fajna babka. Umie operować głosem tak, aby stworzyć charakterystyczny klimat i uwydatnić pewne istotne elementy w tekście. Słowa przez nią śpiewane, są szczere, zabawne i nierzadko po prostu... mądre. Połączone z nowymi aranżacjami stanowią rozrywkę niemal doskonałą. Bogate instrumentarium wypełnia ich muzykę niespotykaną wcześniej głębią i pięknem. Daje się zarazem odczuć, iż koncert zagrany jest bardzo na luzie, wręcz dla zabawy. Jest to niewątpliwie efekt długoletniego doświadczenia scenicznego, który daje o sobie pamiętać nie jeden raz podczas przesłuchiwania wydawnictwa. Być może ten element budził we mnie niechęć do wcześniejszego wstąpienia do szeregu fanów Nosowskiej i spółki. Czasem jednak warto docenić naszą rodzimą scenę. To prawda, że zalana jest ona gwiazdami będącymi już jedną nogą w domu starców, ale nie należy zapominać też o tych prężnie rozwijających się artystach, dla których bieg czasu jest nie tylko dodatkowym krokiem ku zakończeniu kariery, ale również motorem napędowym ku rozwojowi i dojrzałości muzycznej.


Majter




KLUCZ DO SUKCESU? CHU* WAM W DUPĘ!


Link 10.12.2007 :: 14:58 Komentuj (0)

Ospała niedziela zakończyła się dość ciekawą konfrontacją z osobą, która reprezentowała najbardziej przeze mnie znienawidzoną grupę zawodową. Tak się bowiem złożyło, że w godzinach popołudniowych otrzymałem smsa od przyjaciółki z gorącą prośbą o przybycie. Tajemnicza treść wiadomości nie wróżyła nic dobrego. Kierowany jednak ciekawością nie mógłbym przejść obok nadchodzących rewelacji obojętnie. Ubrałem się i ruszyłem ku nieznanemu.


Pani Gabriella - biznesłumen pełną gębą


Na miejscu dowiedziałem się o naturze problemu. Siostra kumpeli poznała jakiś czas temu w tramwaju pewną przesympatyczną Gabriellę - panią niosącą na swych barkach lekko ponad 40-letni żywot, a mimo to wyjątkowo kwitnącą i pełną energii. Ta niebanalna istota zaoferowała dziewczynie pracę księgowej w jej nowo powstającej firmie. CV, doświadczenie, kwalifikacje... nie to było najważniejsze w rekrutacji. Gebriella bowiem stawia na uśmiech i dobrze klejącą się rozmowę. I to właśnie czyniło całą sytuację komiczną i budzącą zarazem niepokój. Ponowne spotkanie miało się odbyć na powietrzu w ciemnej uliczce. Moja rola zaś miała polegać na ochranianiu dziewcząt... tak! Druga siostra też miała przyjść! Czyż to nie dziwne??


Mogę zapalić?


Gabriella po wykonaniu kilku telefonów informujących o spóźnieniu ostatecznie dotarła w umówione miejsce. Trzeba przyznać, że miała klasę. Nie wyglądający na tani płaszcz oraz gustowny szalik opinający jej chudą szyję wskazywał na to, że powodzi jej się całkiem nieźle. "Mogę zapalić?" pytała co chwilę wykonując jednocześnie chwiejny krok wyluzowanej kobiety sukcesu, po czym wróciła do rozmowy z koleżanką, która podwiozła jej tyłek. My natomiast czekaliśmy przepełnieni niezbyt dobrymi przeczuciami. Coś w jej zachowaniu było cholernie sztuczne, a pewne z pozoru nieistotne szczegóły (takie jak ogromna siatka z zakupami i wrażenie o bezustannym nas skanowaniu) budziły wątpliwości. Wkrótce (czyli po 10 zaciągnieciach się dymem nikotynowym) miało się okazać jak bardzo były one słuszne.


No więc... [rozmowa o dupie Maryny]


Panie pożegnały się i Gabriella mogła przystąpić do formalności... Zamiast tego jednak postanowiła porozmawiać o pogodzie, studiach, ciuchach i innych pierdołach mających na celu odwrócić naszą uwagę od istotnych faktów. Było to do tego stopnia rażące, że po kilku minutach drogi (mieliśmy się bowiem udać do mieszkania jej kolejnej przyjaciółeczki) nie wytrzymałem i zapytałem czym zajmuje się TA FIRMA. W odpowiedzi otrzymałem kolejne wymijające i zbijające z tropu monologi. Stek bzdur i zbywanie na poczekaniu... absolutnie żadnych konkretów. Wyglądało po prostu na to, że chciała nas zagadać i uśpić czujność do momentu przekroczenia progu rezydencji Pani X. Skojarzyło mi się to z działaniami osób, u których miałem okazję "pracować" kilka lat temu przez jeden dzień.


Powtórka z rozrywki


Zaraz po oblaniu studium terapii zajęciowej postanowiłem poszperać w ogłoszeniach o pracę i zatrudnić się gdzieś w oczekiwaniu na letni pobór na studia. Udałem się na rozmowę do hurtowni "czegoś tam". W końcu pisali, że szukają ludzi młodych, pragnących wysokich wynagrodzeń. Oferta brzmiała dla mnie kusząco, dlaczego więc miałem z niej nie skorzystać? Na rekrutacji nie dowiedziałem się dosłownie niczego na temat działania firmy. Mimo, iż metroseksualany prezes był zadziwiająco otwarty na nowych pracowników, z którymi osobiście prowadził rozmowy, to jednak nie poczuł się do obowiązku przybliżenia mi nieco warunków i rodzaju wykonywanych zajęć. Usłyszałem tylko mowy pochwalne w kierunku długoletniej tradycji firmy oraz wspaniałych możliwości wynikających podczas współpracy zespołowej. Byłem młody, głupi... i desperacko potrzebujący przypływu gotówki. Następnego dnia wpakowali mnie do poloneza i wraz z przebrzydłą Barbarą oraz dwoma towarzyszącymi jej karkami w rytmie disco polo ruszyliśmy na Koronowo. Przez kilkanaście godzin chodziłem za tą głupią pizdą (przepraszam za wyrażenie, ale jeżeli dzisiaj bym ją spotkał to nie wiem jaki los by ją czekał) w przeraźliwym mrozie i słuchałem jak nachalnie, wchodząc w dupsko bez mydła, wciskała napotkanym ludziom tandetne kalendarze, latarki i długopisy. Odmarznięte palce, sikanie za garażami, powrót na własną rękę... z tym właśnie kojarzy mi się akwizycja.


Gabriella zdemaskowana!


Kiedy zapytaliśmy ją wprost czy zajmuje się właśnie tą formą handlu usłyszeliśmy od niej, iż "AKWIZYCJA ZNISZCZYŁA RYNEK!". Kobieta widząc, iż nasza wspólna podróż powoli dobiega końca rozpoczęła kampanię defensywną. "Słuchajcie! Jeżeli chcecie coś w życiu osiągnąć to musicie wziąć się w garść, podnieść tyłki i zmienić otaczającą Was rzeczywistość! Myślicie, że ja mam czas się nudzić? Młodzież mówi, że jest źle, ale tak naprawdę brakuje jej energii. To nie jest jednak ich wina! To przez rodziców, którzy nie motywują swoich dzieci! Ta praca jest dla ludzi przedsiębiorczych i ambitnych! Trzeba po prostu chcieć, a kasa leży dosłownie na ziemi." Cholera, dosłownie jakbym słyszał Barbarę. Najwyraźniej musiały chodzić na te same szkolenia. Zapewne domyśliłeś się Drogi Czytelniku, iż nie pokwapiliśmy się ruszyć dalej, aby zobaczyć "fajne urządzenie do wypróbowania w domu". Z uśmiechem na twarzy i podniesioną głową rozeszły się nasze drogi. Chcąc nie chcąc poczułem do tej baby dozę sympatii. Mówiła ciekawie, inspirująco, ale niestety nie na temat. Zdążyła tego wieczoru skłamać kilkanaście razy. Jednak dzięki zdrowemu rozsądkowi udało nam się wyłapać kilka niezgodności w jej zeznaniach i uniknąć wystawienia na manowce. Naprawdę nic nie mam do ludzi zajmujących się wolnym handlem. Każdy zarabia na życie tak jak potrafi zgodnie ze swoimi predyspozycjami i talentami. I nie wątpię, że jest z tego interesu spora kasa. Dlaczego jednak nie usłyszałem jeszcze od żadnego akwizytora odpowiedzi na jedno proste pytanie: PO CO TA CAŁA ŚCIEMA? Dlaczego oszukujecie Kochani Akwizytorzy ludzi do Was przychodzących w sprawie pracy? Dlaczego przedstawiacie napotkanym klientom fałszywą wizję okazji z dokonanego zakupu? Mówicie, że tego samego procederu dopuszcza się w supermarketach. To prawda. Ale tam przynajmniej człowiek ma jeszcze jakieś prawo wyboru, zaś Wasza polityka to po prostu fasada kłamstw i podpuch. Zachowujecie się jak sekta.


Majter




POZNAJCIE JADWIGĘ!


Link 06.12.2007 :: 00:00 Komentuj (3)

Jadwiga jest pochodzącą z alternatywnej przyszłości córką mojego kumpla. To efekt jego marnych działań pedagogicznych, przepełnionych pijackimi wojnami z konkubiną i cechujących się zbyt dużym stężeniem słowa "kurwa" w powietrzu. Wychował sobie istotę o nieposkromionej żądzy seksu, wyładowywanej za pośrednictwem ciemnych typków rezydujących na terenie posesji sklepów monopolowych, grzebiących w śmieciach meneli i prawiczkowatych nauczycieli języka polskiego. Jej poranne zakupy to pół chleba i paczka mocnych. Należy przy okazji dodać, iż swojego pierwszego papierosa zapaliła na pierwszej komunii. Nigdy jednak by do tego nie doszło gdyby była w tamtej chwili trzeźwa. Tatusia kocha ponad wszystko. Pewnie dlatego, że matki nigdy nie znała... podobnie zresztą jak ojciec. Jej chłopak ma 57 lat i ma na imię Herman. Rodzicielowi to nie przeszkadza. Są najlepszymi kumplami, a ten pierwszy zawsze był mile widziany w domu podczas imprez zakrapianych wódką. Przed każdą wizytą Jadzia przynosiła pół litra ze sklepu, a w międzyczasie konkubina robiła bigos... Ale o co się rozchodzi? W końcu żyjemy w czasach wyzwolonych. Kobieta może robić to na co ma żywną ochotę. No ok... ale Jadwiga ma dopiero 11 lat :D


Majter




SPORT TO ZDROWIE - KOMIKS Z MORAŁEM: ODSŁONA DRUGA


Link 05.12.2007 :: 18:46 Komentuj (1)

Czy zastanawialiście się kiedyś w jaki sposób podziwiani przez cały świat wielcy ludzie oraz idole ze srebrnego ekranu i estrady doszli do swojego obecnego sukcesu? Czy w ich życiu nastąpiła jakaś rewolucja, a może droga ku piedestałom sławy była procesem powolnym i złożonym? Ten komiks po części odpowiada na te pytania. Zapraszam do lektury...


Epizod 2: ICEK - NAJSZYBSZY CZŁOWIEK ŚWIATA


 darmowy hosting obrazkówdarmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazkówdarmowy hosting obrazków


Majter




KOMIKS Z MORAŁEM


Link 28.11.2007 :: 19:22 Komentuj (5)

Zapomnijcie o czasach kiedy to bieda była powodem do wstydu! Udowodnię Wam, iż czyste serce i dobre uczynki prowadzą do większego szczęścia, aniżeli plik banknotów w kieszeni i pusta pogoń za zyskiem! Pozwólcie, że przedstawię Wam niezwykłego bohatera. Osobliwego chłopca o imieniu Icek, będącego od dzisiaj wzorem dla każdego dziecka z ubogiej rodziny.


Epizod 1: ICEK I BIEDOBURGER


darmowy hosting obrazkówdarmowy hosting obrazków darmowy hosting obrazkówdarmowy hosting obrazków


Czyż to nie wzruszająca historia?


Majter




JAKA KOBIETA - TAKI TRYKOCIARZ


Link 24.11.2007 :: 23:54 Komentuj (7)

Wczoraj miałem bardzo ciężki dzień. Długa przerwa w śpiewaniu dała o sobie znać już na pierwszej próbie z nowym zespołem. Zdarte gardło, wyczerpanie i zawroty głowy... do domu wróciłem przymulony na maksa. W tamtym momencie potrzebowałem jedynie leczniczej ciszy i spokoju. Kawki z jogurtową bułką i niezobowiązującej rozmowy na gg z moimi najlepszymi przyjaciółkami. Panny KM i KS - bo o nich mowa - są od siebie różne jak krople wina i piwa. Łączy je szczera, niemal serialowa przyjaźń, lecz w podejściu do życia i pod kątem temperamentu mogłyby być równie dobrze wobec siebie antagonistkami. Co je do siebie ciągnie? Same pewnie tego nie wiedzą. Dobrze jednak, że są. Takie, a nie inne. W przeciwnym razie zewsząd wiałoby straszną nuuuuudą! Ja zaś jestem cholernie dziecinny. Lubię poruszać abstrakcyjne, nieżyciowe kwestie. Zadawać pytania typu "co by było gdyby", sięgając w tym czasie po tematy paranormalne, filmowe, komiksowe i komediowe. Uciekam od rzeczywistości najszybciej jak tylko mogę i o dziwo... nie odstrasza to w rozmowie bohaterek mojej najnowszej notki.


Superbohaterski test psychologiczny


Wieczorne dywagacje rozpoczęły się niepozornie. Zapytałem obie Panie co myślą na temat ewolucji ludzkiego gatunku. Czy posiadamy ukryte zdolności, które należałoby jakoś uaktywnić, rozwinąć. W odpowiedzi otrzymałem bardzo ciekawe przemyślenia:


KS: Każdy z nas ma jakiś dar. Tylko z czasem jak dorastamy one zanikają (...) i przestajemy zauważać pewne rzeczy, a zdolność spostrzegania i korzystania z nich mają tylko dzieci. (...) Najważniejszy jest dar miłości i kochania.


KM: Wiesz co.. bo ja mam jeden dar... przeczuć. (...) Czasem jestem czegoś tak pewna- i ZAWSZE się sprawdza. Opinie dość dyplomatyczne. Każda bowiem niesie ze sobą przesłanie o nieograniczonych możliwościach homo sapiens. Zza horyzontu tych wynurzeń maluje się dla nas niemal świetlana przyszłość! Jednak im dalej w las tym... więcej rosy. Jedno pytanie wystarczyło, aby przypisać dziewczynom odrębny rys psychologiczny, wyróżnić zmienne w ich postrzeganiu rzeczywistości i dojść do jasnego wniosku: ONE SĄ JAK OGIEŃ I WODA! W jednym przypadku mamy nawet surową ocenę motywów osoby, która byłaby wyraźnym przykładem Człowieka Jutra.


?: Gdyby Twój ukochany znikał po nocach lub w jakichś wyjątkowo dziwnych okolicznościach, czy uwierzyłabyś mu gdyby powiedział, że powodem tego jest jego superbohaterska kariera?


KM: Nie. Pomyślałabym: "Co za fiut, zdradza mnie". No cóż...


KS: Musiałby mi pokazać, że jest superbohaterem... bo tak to nie. Ma się rozumieć! ?: Czy nie bałabyś się o niego? Wytrzymałabyś w takim związku?


KM: (...) by mi latał z innymi dziewuchami.. a takie to od razu nóżki rozkładają jak się je ratuje, a ten cały superbohater jak każdy facet pewnie by chciał coś w zamian...


KS: Trochę bym się bała... ale gdyby było fajnie to czemu nie?


W dalszej części wypowiedzi KS dała mi do zrozumienia, że bycie w związku z nadczłowiekiem ma też nieopisane walory "romantyczne", takie jak spotkania na chmurce lub statule wolności. KM zaś wykazuje się większą powściągliwością wobec swojego ukochanego. W końcu kto powiedział, że musi on od razu być chodzącym ideałem bez skaz? Bez względu na to, czy ma on moce czy też nie - zdaniem naszej bohaterki trzeba mieć go na oku. Bywa też i tak, że niepowodzenia w relacjach kobieta - heros nierzadko mogą skończyć się tragicznie dla tego drugiego.


Najpierw bym go w sobie rozkochała... potem zostawiła... i by cierpiał.


Zupełnie inną taktykę przejmuje KS, która w celu umocnienia swoich uczuć przywdziałaby kostium i pomagała mu zwalczać przestępczość. Zapytana o wyjaśnienie takiego postępowania odpowiada:


Taka już jestem...


Jeżeli uważasz Drogi Czytelniku, iż za słowami KM stoi ostry radykalizm... mylisz się. Broni się ona silnym i solidnym argumentem (nie pozostawiającym cienia wątpliwości co do posiadania przez Nią dobrego serca):


Nie no... ja bym tak nie zrobiła :)


Wnioski


Ten psychologiczny test ukazuje nam dwie kobiety. Twardą realistkę i szaloną marzycielkę. Na podstawie moich obserwacji w realu stwierdzam, iż obie Panie mogą pochwalić się właśnie tymi samymi fragmentami ich układanki charakterów. Jednak w tej konkretnej sytuacji, podczas hipotetycznych zmagań ze swoim przyjacielem w rajtuzach przejawiają bardzo wyraziste cechy. KM lubi planować i myśleć przyszłościowo, zaś KS żyje chwilą upajając się uczuciami. Teraz wybór należy do Ciebie superczłowieku. Którą drogę wybierasz?


Majter




BEZSENNE MIASTO


Link 18.11.2007 :: 19:11 Komentuj (2)

Wiele się to już nasłuchałem o urokach życia w samym sercu miasta od osób tam zameldowanych. Nie wiedzieć czemu dostrzegają oni w swojej stłoczonej i głośnej krainie coś naprawdę cudownego. No bo jak tu nie dostrzegać plusów takiego usytuowania? Bycie w centrum wydarzeń, lepszy dostęp do kultury, puby, dyskoteki. Żyć nie umierać. Co ciekawsze te tzw. mieszczuchy nierzadko w swoich pieśniach pochwalnych urągają godności mieszkańców osiedli znajdujących się na obrzeżach metropolii. Podać jakiś przykład? Proszę bardzo. "A wy to na takim zadupiu mieszkacie, ja mam przynajmniej wszędzie blisko i w ogóle jest fajnie". Uwaga ta jest na tyle głupia, iż w dobie dobrze rozwiniętej komunikacji miejskiej najzwyczajniej absurdalna. Mieszkam w dzielnicy PIIIIIIIIIIII od urodzenia i jakoś nieszczególnie przychodzi mi narzekać na kiepski dojazd. Jasne... bywa, że uliczne korki oraz niesprzyjająca pogoda utrudnia dostanie się do pracy na czas. W zamian za to mam jednak spokój i czas na usłyszenie własnych myśli. Nie uważam, aby w mieście do tego stopnia było ciężko o te dwa czynniki (bądź co bądź założenie takie byłoby krzywdzące), jednak to czego wczoraj byłem świadkiem utwierdziło mnie w przekonaniu, iż mieszczański ruch powinien nieco przystopować w krytyce nowych osiedli i przez chwilę spojrzeć na swoje własne podwórko. POLSKA POKONAŁA BELGIĘ. I jak tu się nie cieszyć z wielkiego zwycięstwa? Trzeba przyznać, że polski kibic wie jak uczcić taką chwilę. Na początek pół tuzina przyśpiewek z kumplami na środku jednej z głównych ulic śródmieścia, potem kilka gongów w ryj - ale tak do krwi, żeby było z jajem! - i na sam koniec efektowna ucieczka przed policyjnym radiowozem. Współczuje lokatorom kamienic, którzy do 4:00 rano musieli wysłuchiwać darcia o różnorodnej tematyce: "POMOCY! BIJĄĄĄĄĄ! KURW@@@@! AAAAAAA!", "WKS! POLONIA! WKS! POLONIA!" lub "NO PRZESTAŃ JUŻ KURW@! ROZDZIELCIE ICH JA PIERD%%%!". Przez te 20 godzin siedzenia w budynku muzeum zdążyłem wyrobić sobie dość nieciekawą opinię o tutejszych warunkach bytowych. Nie neguję faktu, iż żyją tam z całą pewnością ludzie wartościowi, ciekawi i inteligentni. Nie każdy też musi być potulnym barankiem chodzącym spać zaraz po Wiadomościach. Poza tym wspomniane przeze mnie chuligaństwo to nie tylko rdzenni mieszkańcy, ale również zbieranina z całej PIIIIII, którą przyciągają na miejsce te same aspekty co innych: chęć zabawy i zapomnienia o troskach dnia codziennego. Co innego jednak być tam gościem, co innego mieszkać i znosić męki z takimi przejezdnymi. Jeżeli o 23:00 nie można wyjść już spokojnie z psem na spacer, to ja dziękuje. Wybieram swoją "wioskę".


Majter




NIEDOCENIENI POLSCY HEROSI


Link 16.11.2007 :: 15:32 Komentuj (4)

Kolega z pracy wysłał mi dwa dni temu linka do opisu książki pt. Kroniki Jednorożca - Polowanie zamieszczonego na Gildii.pl. Jak podaje serwis jest to powieść zbliżona klimatem do znanego polskim widzom serialu Heroes. Intrygująca notka pchnęła mnie do zapoznania się z historią i nie ukrywam, że to co przeczytałem wprawiło mnie w zdumienie, a zarazem konkretnie rozbawiło (dużą rolę w tym procesie odegrał zarys drugiej postaci). Podrzędny telepata Edmund Lis i bioenergoterapeuta Piotr Konieczny, zwany Młodym, staną w obliczu wydarzeń, które uzmysłowią im, że świat, w którym żyli do tej pory, ma także inne, niebezpieczne oblicze. Nawet dla ludzi obdarzonych nadludzką mocą. Zrozumieją, że... ONI WCIĄŻ ŻYJĄ POŚRÓD NAS. I WKRÓTCE ZNÓW UPOMNĄ SIĘ O SWOJE PRAWA...



Oczami ignoranta
Notka ta jasno daje nam do zrozumienia, iż akcja rozgrywać będzie się w polskich realiach. Od razu chciałbym zaznaczyć, że z dokonaniami pana Roberta J. Szmidta nie miałem nawet minimalnej styczności. Nie mogę nawet w najmniejszym stopniu ocenić poziomu artystycznego jaki prezentuje Polowanie, aczkolwiek przeświadczenie o rychłym niepowodzeniu produktu (chciałbym jednak podkreślić, że jedynie w momencie natarczywego ubierania historii w hero-operę) jakoś nie daje mi spokoju. Mówiąc prościej - superbohaterskie klimaty średnio sprawdzają się w naszym kraju. I nie mówię tu już o zainteresowaniu rodaków czytaniem takich rzeczy, bo o tym to do znudzenia piszą i mówią publicyści od wielu lat (w tym ja, chociaż publicysta ze mnie żaden). Widok mężczyzny biegającego po ulicach Warszawy lub przeskakującego przez płot jednej z wiejskich gospód w jaskrawym kostiumie z peleryną po prostu średnio krystalizuje się w mojej wyobraźni. Podejrzewam, że bohaterowie omawianej książki noszą się "normalnie", ale nawet w takiej formie są oni namiastką amerykańskich X-Men, postaci wpisanych grubą kreską w pop kulturę zjadaczy hamburgerów. Podobnie jest z muzyką Country lub chórkami Gospel. To nie nasza działka... i tyle.


Oczami optymisty
Pozwoliłem sobie jednak na zbyt swobodną interpretację zawartości produktu. Polski superbohater/mutant to nic nowego i szokującego. Na pochwałę zasługuje to z jak niewyobrażalną gracją i swobodą udało mu się wpasować do polskiej rzeczywistości. Od przykładów, aż się roi.
Ryszard Lubicz
Moce: autopatia. Potrafi nawiązać psychiczny kontakt ze swoją taksówką. Za dnia przykładny ojciec i głowa rodziny. Nocą zaś zmienia się w nieokiełznanego amanta.

Piotrek Zduński

Moce: pączkowanie. Jest w stanie wytworzyć swoją własną kopię zapasową. Niestety "jego drugie ja" - karzące nazywać siebie Paweł - bywa przeważnie nieco bardziej mroczne od oryginału. Moim skromnym zdaniem scenarzyści wyraźnie wzorowali się na Multiple Manie z wydawnictwa Marvel - posiadającym nieco zbliżoną umiejętność.
Ferdynant Kiepski

Bohater nieco już wysłużony. Bez niego jednak lista ta byłaby niekompletna i mało przekonująca. Moce: super metabolizm. Dla niego wypicie 10 piw w pół godziny nie stanowi poważnego problemu. Warto napomknąć, że nie odbija się to na jego kondycji fizycznej i psychicznej. Jest to moc jeszcze bardziej nietuzinkowa kiedy uświadomimy sobie, że Ferdek praktycznie w ogóle nie podnosi tyłka z fotela. Chętnie rozpisałbym się szerzej na temat roli bohatera w polskiej telewizji, prasie, książce i komiksie, ale od dłuższej chwili bardzo chce mi się sikać. Z tego też powodu przepraszam za ewentualne błędy ortograficzne oraz niedbale wrzucone zdjęcia! Z mojej strony to tyle... mam nadzieję, iż nie przynudzałem tak mocno.


Majter




ŁOLABOGA! SHEILA WRACA DO MODY NA SUKCES!


Link 15.11.2007 :: 16:30 Komentuj (0)

Kochani! Stała się rzecz niemożliwa. Z okazji wyświetlenia 1542354 odcinka Mody na sukces w TVP1 do popularnego serialu powróciła kultowa już postać demonicznej Szili Carter. Któż nie pamięta jej mrocznych poczynań mających na celu zniszczyć rodzinę Foresterów? Wielu krytyków filmowych podziela zdanie o nietuzinkowości roli odtwarzanej przez Kimberlin Brown. Nic więc dziwnego, że takie sceny jak próba zabicia Stefani Forester przeszła już do legend kultury masowej. Na bazie tej złożonej kreacji aktorskiej napisano już wiele prac doktorskich, przeznaczono jej setki analiz psychologicznych i do dnia dzisiejszego poświęca się jej przynajmniej kilka słów w felietonach i audycjach o zaburzeniach osobowości. Jeżeli jednak nie macie zielonego pojęcia o czym piszę sprawdźcie na własną odpowiedzialność. Oto próbka zdolności Szili. Przed włączeniem filmiku upewnijcie się, że w pobliżu nie ma dzieci.

Uff... Jeśli ta brutalna i niezwykle odrażająca mozaika nie zaspokoiła Waszych psychopatycznych zachcianek zapoznajcie się ze spoilerami do nadchodzących odcinków: - w niedługim czasie Carter zapragnie połączyć Rika ze swoją córką - Brooke weźmie ślub z Ridżem (tak! to prawda!), ten drugi zaś zostaje porwany przez szaloną Szilę - dochodzi do spektakularnego pojedynku na miecze między kobietami! Więcej nie mogę Wam zdradzić. Pozostaje jedynie oglądać na bierząco wszystkie epizody. Według moich obliczeń wspomniane wyżej wydarzenia nastąpią za dwa lata. Wiem, że to długo, ale pocieczę Was. Do tego czasu żaden z bohaterów nie postarzeje się ani na jotę.


Majter





Następne
Poprzednie

| Lay&html by Majter |



Księga Gości

[ zobacz księgę | dopisz do księgi ]

A r c h i w u m

2008
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec



Kategorie

Obserwacje(14)
Film(7)
Trochę kurtury kur*a!(7)
Psioczenie(7)
Alko-world(3)
Kulinaria(2)
Komiks z morałem(2)
Komiksowo(2)


L i n k i

Moje filmy na Youtube
Blog Kubusia
Znakomita audycja alkoholowa
Polska strona o Gwiezdnej Wędrówce
Polski blogger
Batcave - serwis komiksowy
Krypton League - serwis komiksowy
Pojeby :)
Rygorystyczne oceny
Oceny.org
Darmowy katalog stron


www.pajacyk.pl



;]
Czasami mam sraczkę myśli... więc piszę.

Kombajn, którym stworzyłem tego bloga :D

Copyright © by Majter