|
Seks! Jedna z ulubionych czynności człowieka. Niegdyś temat tabu, którego echo po cichu roznosiło się w zbiorowej świadomości ludzkiej. Dzisiaj - obiekt badań, dyskusji oraz celowej prowokacji. Kultowy już dziś serial "Seks w wielkim mieście" bardzo skutecznie przetarł wyraźną ścieżkę na tej estetycznej płaszczyźnie. Nic więc dziwnego, że od jakiegoś czasu pojawiają się mniej lub bardziej udane produkcje dotykające problematyki relacji międzyludzkich, a co za tym idzie... seksu. Nie trzeba też być wnikliwym obserwatorem kina, aby dostrzec jednostki bazujące na image seks bomby lub super maczo. Są też i tacy, którzy do tematu podchodzą jak najbardziej ambitnie. Nie wiem w stu procentach, czy tak jest i w przypadku Jamesa Spadera - bohatera mojego artykułu - ale coś musi być w tym, iż z pośród skromnego dorobku filmowego aktor ten może pochwalić się, aż trzema produkcjami erotyczno - psychologicznymi. Kto wie? Być może nie ma lepszych propozycji. Mniejsza o to. Ze swojego zadania wywiązuje się niemal wzorowo, ale od początku... "Seks, kłamstwa i kasety video" był wielkim debiutem Stevena Soderbergh'a. Opowiadał on historię typowego amerykańskiego małżeństwa - Johna i Anny (Andie MacDowell) - które w tym wypadku przeżywało poważny kryzys. Meżczyzna wdaje się w romans z siostrą Ann - Cynthią. Tymczasem do miasta wraca przyjaciel Johna ze studiów - Graham (w tej roli Spader) - będący wraz z rozwojem fabuły coraz bardziej zainteresowany drugą połówką przyjaciela. Tak się jednak składa, iż Graham jest impotentem, zaś ujście swoich problemów znajduje w oglądaniu kaset zawierających intymne zwierzenia poznanych przez niego kobiet. Film obnaża pokręconą amerykańską mentalność oraz miesza w jednym kotle ciekawą zupę charakterów. Myślę, że jest to całkiem dobry początek na zainicjowanie przygody z tego typu kinem. Następnym obrazem z udziałem Jamesa jest "Crash" Davida Cronenberga (ciekawa zbieżność nazwisk prawda?). Prezentuje w nim postać niezaspokojonego seksualnie człowieka - Jamesa Ballarda, producenta filmowego - który w maraźmie istnienia prawdopodobnie szuka sensu swojego "ja". Zabawne, iż z mojej strony jest to niemal wymuszona interpretacja. Bohater ten jest bowiem trudny do zaszufladkowania. Identyfikacja z postacią jest o tyle ciężka, iż nie wiadomo, czy należy mu współczuć, czy też brzydzić się jego seksualnymi doznaniami. Ucieka on bowiem w świat mechaniki, która stanowi nierozłączny element pobudzenia. Dziwna więź nawiązana między nim, a tajemniczą Helen po wypadku samochodowym, przeradza się w szokującą intensyfikacje ryzyka i podniecenia. Równie intrygującą osobą jest żona Ballarda, Catherine, podobnie jak mąż pozbawiona hamulców moralnych, śmiało korzystająca z uroków życia i ciągle stawiająca sobie nowe wyzwania erotyczne. I chyba w tym tkwi tragedia pary. Wzajemnie się zdradzają, wciąż będąc razem. Świadomie rozszerzają swój "dorobek" w naiwnym oczekiwaniu na jakiś znak, iż wreszcie się odnaleźli. Są po prostu samotni. W porównaniu do poprzedniego, powierzchownie zbliżonego tematyką filmu, otrzymujemy zupełnie inną wizję - mroczną, przygnębiającą, w jakiś sposób przerażającą. Historia nie pozostawia nam żadnej nadziei na normalność. I nie stanowi to też jej celu. Ostatni obraz "Sekretarka" jest już nieco luźniejszą opowieścią. Utrzymana w ciepłym, lekko komediowym klimacie historia ukazuje nam pozornie typową relację szef <-> pracowniczka. Znajomość ta z biegiem czasu staje się sadomasochistycznym układem, przez cały film nabierającym tempa. Również tutaj główni bohaterowie są zagubionymi, samotnymi istotami. Nieśmiały prawnik i była pacjentka szpitala psychiatrycznego, Lee (Maggie Gylenhaal). Odtwórczyni tej roli należą się ogromne brawa z mojej strony. Dawno już nie widziałem na ekranie osoby tak zakompleksionej i złamanej. Oprócz typowego nieprzystosowania społecznego, Lee posiada pewien sekret. Kiedy nikt nie patrzy kaleczy swoje ciało. Dzięki nowej znajomości powraca ona na "właściwie" tory, odzyskuje pewność siebie, przechodząc jednak ciężką drogę ku zrozumieniu samej siebie. Tak! Pod płaszczykiem nie do końca przykładnych stosunków naszych bohaterów, kryje się dość ciekawa psychologizacja ich zachowań. Bo najważniejsze w tym wszystkim jest to, w jakim kierunku Lee ukierunkowała swoje cierpienie. Obrała w pewien sposób podobną drogę do poprzedniej, lecz tym razem nie dzieje się to kosztem jej zdrowia psychicznego... jeżeli możemy już w ogóle mówić w takich kategoriach :) Trzy różne obrazy, każdy z nich zaś ukazuje inne spojrzenie na sprawy seksu. Niekiedy uczą i wskazują łączność między naszym umysłem, a ciałem. Stawiają nam niezręczne pytania i bez wątpienia nie pozwalają ominąć ich obojętnie. Tak więc czym prędzej do wypożyczalni... no dobra! I tak wiem, że sciągniecie to z neta :) Majter
Name: Komentarze: 12.06.2007 :: 19:59 :: 83.19.247.10 |