Egon to psychol gorszy od niesławnego Lobo. W przeciwieństwie do niego ma zasady nadające jego zbrodniom niespotykany wcześniej sens i porządek. Jego obowiązkiem, a nawet misją jest ratowanie w jego mniemaniu wybrańców od ich szarej ezgystencji. Ze swojego zadania wywiązuje się wzorowo, a nawet jeśli napotka na swej drodze pewne perypetie, to pomocny w zwalczaniu ich jest całkowity brak uczucia bólu. Otaczający go świat pstrokacizny stanowi równie pogmatwaną szaradę rodem ze snów zmęczonego psychiatry co bohater serii. Śmierć stanowi grę, część humoreski oraz luźny rekwizyt dla ukazania pełni szaleństwa Egona. Wszystko to pokryte jest słodkim kremem lekkiej psychodeli, pełnej najwymyślniejszych, pastelowych kolorów oraz elementów świętokradczych. Ten komiks rani i obraża, a zarazem wsiąka w mózg niczym lektura Kaczora Donalda. Ewentualną ekranizację powierzam Burtonowi... ale tylko pod warunkiem, że w trakcie produkcji będzie mocno zjarany.

Majter


![;]](http://img236.imageshack.us/img236/1673/jablofdo3.jpg)