|
Ospała niedziela zakończyła się dość ciekawą konfrontacją z osobą, która reprezentowała najbardziej przeze mnie znienawidzoną grupę zawodową. Tak się bowiem złożyło, że w godzinach popołudniowych otrzymałem smsa od przyjaciółki z gorącą prośbą o przybycie. Tajemnicza treść wiadomości nie wróżyła nic dobrego. Kierowany jednak ciekawością nie mógłbym przejść obok nadchodzących rewelacji obojętnie. Ubrałem się i ruszyłem ku nieznanemu. Pani Gabriella - biznesłumen pełną gębą Na miejscu dowiedziałem się o naturze problemu. Siostra kumpeli poznała jakiś czas temu w tramwaju pewną przesympatyczną Gabriellę - panią niosącą na swych barkach lekko ponad 40-letni żywot, a mimo to wyjątkowo kwitnącą i pełną energii. Ta niebanalna istota zaoferowała dziewczynie pracę księgowej w jej nowo powstającej firmie. CV, doświadczenie, kwalifikacje... nie to było najważniejsze w rekrutacji. Gebriella bowiem stawia na uśmiech i dobrze klejącą się rozmowę. I to właśnie czyniło całą sytuację komiczną i budzącą zarazem niepokój. Ponowne spotkanie miało się odbyć na powietrzu w ciemnej uliczce. Moja rola zaś miała polegać na ochranianiu dziewcząt... tak! Druga siostra też miała przyjść! Czyż to nie dziwne?? Mogę zapalić? Gabriella po wykonaniu kilku telefonów informujących o spóźnieniu ostatecznie dotarła w umówione miejsce. Trzeba przyznać, że miała klasę. Nie wyglądający na tani płaszcz oraz gustowny szalik opinający jej chudą szyję wskazywał na to, że powodzi jej się całkiem nieźle. "Mogę zapalić?" pytała co chwilę wykonując jednocześnie chwiejny krok wyluzowanej kobiety sukcesu, po czym wróciła do rozmowy z koleżanką, która podwiozła jej tyłek. My natomiast czekaliśmy przepełnieni niezbyt dobrymi przeczuciami. Coś w jej zachowaniu było cholernie sztuczne, a pewne z pozoru nieistotne szczegóły (takie jak ogromna siatka z zakupami i wrażenie o bezustannym nas skanowaniu) budziły wątpliwości. Wkrótce (czyli po 10 zaciągnieciach się dymem nikotynowym) miało się okazać jak bardzo były one słuszne. No więc... [rozmowa o dupie Maryny] Panie pożegnały się i Gabriella mogła przystąpić do formalności... Zamiast tego jednak postanowiła porozmawiać o pogodzie, studiach, ciuchach i innych pierdołach mających na celu odwrócić naszą uwagę od istotnych faktów. Było to do tego stopnia rażące, że po kilku minutach drogi (mieliśmy się bowiem udać do mieszkania jej kolejnej przyjaciółeczki) nie wytrzymałem i zapytałem czym zajmuje się TA FIRMA. W odpowiedzi otrzymałem kolejne wymijające i zbijające z tropu monologi. Stek bzdur i zbywanie na poczekaniu... absolutnie żadnych konkretów. Wyglądało po prostu na to, że chciała nas zagadać i uśpić czujność do momentu przekroczenia progu rezydencji Pani X. Skojarzyło mi się to z działaniami osób, u których miałem okazję "pracować" kilka lat temu przez jeden dzień. Powtórka z rozrywki Zaraz po oblaniu studium terapii zajęciowej postanowiłem poszperać w ogłoszeniach o pracę i zatrudnić się gdzieś w oczekiwaniu na letni pobór na studia. Udałem się na rozmowę do hurtowni "czegoś tam". W końcu pisali, że szukają ludzi młodych, pragnących wysokich wynagrodzeń. Oferta brzmiała dla mnie kusząco, dlaczego więc miałem z niej nie skorzystać? Na rekrutacji nie dowiedziałem się dosłownie niczego na temat działania firmy. Mimo, iż metroseksualany prezes był zadziwiająco otwarty na nowych pracowników, z którymi osobiście prowadził rozmowy, to jednak nie poczuł się do obowiązku przybliżenia mi nieco warunków i rodzaju wykonywanych zajęć. Usłyszałem tylko mowy pochwalne w kierunku długoletniej tradycji firmy oraz wspaniałych możliwości wynikających podczas współpracy zespołowej. Byłem młody, głupi... i desperacko potrzebujący przypływu gotówki. Następnego dnia wpakowali mnie do poloneza i wraz z przebrzydłą Barbarą oraz dwoma towarzyszącymi jej karkami w rytmie disco polo ruszyliśmy na Koronowo. Przez kilkanaście godzin chodziłem za tą głupią pizdą (przepraszam za wyrażenie, ale jeżeli dzisiaj bym ją spotkał to nie wiem jaki los by ją czekał) w przeraźliwym mrozie i słuchałem jak nachalnie, wchodząc w dupsko bez mydła, wciskała napotkanym ludziom tandetne kalendarze, latarki i długopisy. Odmarznięte palce, sikanie za garażami, powrót na własną rękę... z tym właśnie kojarzy mi się akwizycja. Gabriella zdemaskowana! Kiedy zapytaliśmy ją wprost czy zajmuje się właśnie tą formą handlu usłyszeliśmy od niej, iż "AKWIZYCJA ZNISZCZYŁA RYNEK!". Kobieta widząc, iż nasza wspólna podróż powoli dobiega końca rozpoczęła kampanię defensywną. "Słuchajcie! Jeżeli chcecie coś w życiu osiągnąć to musicie wziąć się w garść, podnieść tyłki i zmienić otaczającą Was rzeczywistość! Myślicie, że ja mam czas się nudzić? Młodzież mówi, że jest źle, ale tak naprawdę brakuje jej energii. To nie jest jednak ich wina! To przez rodziców, którzy nie motywują swoich dzieci! Ta praca jest dla ludzi przedsiębiorczych i ambitnych! Trzeba po prostu chcieć, a kasa leży dosłownie na ziemi." Cholera, dosłownie jakbym słyszał Barbarę. Najwyraźniej musiały chodzić na te same szkolenia. Zapewne domyśliłeś się Drogi Czytelniku, iż nie pokwapiliśmy się ruszyć dalej, aby zobaczyć "fajne urządzenie do wypróbowania w domu". Z uśmiechem na twarzy i podniesioną głową rozeszły się nasze drogi. Chcąc nie chcąc poczułem do tej baby dozę sympatii. Mówiła ciekawie, inspirująco, ale niestety nie na temat. Zdążyła tego wieczoru skłamać kilkanaście razy. Jednak dzięki zdrowemu rozsądkowi udało nam się wyłapać kilka niezgodności w jej zeznaniach i uniknąć wystawienia na manowce. Naprawdę nic nie mam do ludzi zajmujących się wolnym handlem. Każdy zarabia na życie tak jak potrafi zgodnie ze swoimi predyspozycjami i talentami. I nie wątpię, że jest z tego interesu spora kasa. Dlaczego jednak nie usłyszałem jeszcze od żadnego akwizytora odpowiedzi na jedno proste pytanie: PO CO TA CAŁA ŚCIEMA? Dlaczego oszukujecie Kochani Akwizytorzy ludzi do Was przychodzących w sprawie pracy? Dlaczego przedstawiacie napotkanym klientom fałszywą wizję okazji z dokonanego zakupu? Mówicie, że tego samego procederu dopuszcza się w supermarketach. To prawda. Ale tam przynajmniej człowiek ma jeszcze jakieś prawo wyboru, zaś Wasza polityka to po prostu fasada kłamstw i podpuch. Zachowujecie się jak sekta. Majter
Name: Komentarze: |