|
Zawsze starałem się ubierać modnie. Oznacza to, że nigdy nie założyłbym na siebie spodni z ortalionu. Nie przyodziałbym się sweterkiem ala'konon i nie zbrukałbym swojej reputacji kurtką z łatami na łokciach. Nie jestem więźniem trendów, ale jednocześnie staram się wyczuć tą niewidzialną granicę dobrego smaku. Ostatnie dni pokazały jednak, że zdroworozsądkowe podejście do kwestii ubioru jest bezcelowe w starciu z trendami odbiegającymi od indywidualnych gustów. A zaczęło się tak niewinnie. Postanowiłem kupić sobie nowe spodnie. Takie najzwyklejsze w świecie jeansy. Proste, schludne i wygodne. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że taki wynalazek przeszedł do lamusa. Przerażającą przewagę w asortymencie sklepowym stanowią teraz celowo potargane i znoszone spodnie. A pośród nich ja - zażenowany i mający jakieś dziwne uczucie, że chyba się starzeje. Niech mi ktoś wytłumaczy co jest takiego fajnego w posiadaniu dziurawych porów? Przecież zbliża się zima, piździ niemiłosiernie i nawet boję się pomyśleć w jakim stanie wróciłbym z cmentarza w dniu Wszystkich Świętych. Poza tym kto zauważyłby, że mam nowe spodnie kiedy te - przetarte do cna - niczym nie różniłyby się od znoszonych, wyglądających na ujebane po robocie budowlanej szmaciaków. "To załóż kalesony!" ktoś mógłby rzec. Tak! I do tego czerwone majtki, kalosze i peleryna. Zostanę Supermanem (swoją drogą moja ulubiona postać komiksowa)! Najgorsza w tym wszystkim jest wspomniana wcześniej "jednakowość". Brak możliwości wybicia się w tłumie za sprawą oryginalnego ubioru. Brak możliwości wyboru. Chyba przerzucam się z powrotem na lumpeksy. Majter
Name: Komentarze: 25.01.2008 :: 21:38 :: 84.10.193.146 |