... jak go malują. Oj tak! A Miałem okazję osobiście się o tym przekonać kilka dniu temu. Zjawił się bowiem w moim mieszkaniu późnym wieczorem wyszedłwszy wpierw z ciemnej ściany na klatce schodowej. Stanął jak posąg i rzekł: czy mam przyjemność z panem ***? W głowie pojawiło się tysiące pytań: kim on jest? czego chce? czy znowu coś spierdoliłem? Wkrótce jednak okazało się, że powodem tej niespodziewanej wizyty był pewien incydent mający miejsce rok temu.


NIE I CH*J


Nie będę chyba orędownikiem jakiejś niezwykle oryginalnej myśli jeżeli napiszę, iż nie ma nic lepszego niż picie w plenerze. Tym bardziej gdy jest ciepło! Czynność tą można wykonywać dosłownie wszędzie. Na skałkach, górkach, za blokiem, w lesie itd. itd. Prawie wszędzie jest sympatycznie, są jednak rejony gdzie nie zawsze czuję się na tyle komfortowo, aby z nieskrępowaną niczym przyjemnością wlewać w siebie nalewki brzoskwiniowe. Do takich terytoriów należał właśnie park umiejscowiony zaraz przy kościele. Po pierwsze strasznie głupio jest pić w takim miejscu. Mimo, iż nie jestem przykładnym katolikiem staram się szanować wartości innych ludzi... blablabla! Druga rzecz to fakt, że chodzi tamtędy sporo ludzi. I tego feralnego dnia, który stał się zapalnikiem dla nadchodzących zdarzeń, moi najlepsi przyjaciele wpadli na pomysł, by właśnie tam się najebać. A że była wtedy godzina 17:00, a słońce bezczelnie wisiało sobie jasno na niebie, ryzyko wtopy znacznie wzrastało. Dlatego w odpowiedzi na ich plan odrzekłem: "Nie i ch*j!" Na nic jednak zdały się moje protesty! Nalegali tak długo, aż uległem tym brzydalom chłolernym.


GUL...GUL...GUL... o k*rwa!


Zaczęliśmy pić. Już w momencie otwierania butelki czułem, że coś jest nie tak. Dodatkowym elementem wprowadzającym mnie w stan niepokoju była nalewka wiśniowa, której wręcz nie cierpię, a zmuszony byłem pić z braku mojej ulubionej w asortymencie sklepowym. I tak nam czas beztrosko mijał do momentu, w którym zza drzew wyłoniła się furgonetka straży miejskiej! Mundurowi natychmiast wkroczyli do akcji, stosując przy tym technikę "dobry i zły glina". Ten dobry podszedł do nas z uśmiechem na twarzy, zapytał co pijemy i nawet udawał dla żartów, że zaraz pociągnie z gwinta. Drugi natomiast zgrywał służbistę i jak nie trudno się domyślić to właśnie on spisywał nasze dane. Panowie strażacy miejscy poszli nam bardzo na rękę, gdyż z całej naszej trójki tylko ja miałem przy sobie dowód tożsamości. Mandat przyjąłem na siebie, aby wmięczyczasie dogadać się miedzy kolegami w sprawie dzielenia kosztów tej zabawy (ok. 30 zł na łebka). Pieniążki otrzymałem, a że byłem wtedy strasznym biedakiem przewaliłem forsę na lewo i prawo. Przez cały rok bezskutecznie zanosiłem się ze spłaceniem kary. Dni mijały, ja zaś coraz bardziej miałem wyjebane na ciążące nade mną problemem.


One Year Later


Komornik przystąpił do formalności. Wyjął pliczek "karteczek" do wypełnienia, pokazał mi mój zeszłoroczny mandat i zaczął wypisywać "coś tam". Wkurwiony całą sytuacją czekałem tylko, aż skończy swoje. Ten zaś prawdopodobnie wyczuł nieprzyjemną atmosferę wiszącą w powietrzu, lub też stanowił typ człowieka o wesołym usposobieniu, ponieważ bez mniejszych krępacji sypnął na starcie kilkoma żartami. Dzięki niemu dowiedziałem się też o kilku mogących się przydać w przyszłości sprawach: - "Pan z Urzędu Miasta" (czyt. komornik) z uwagi na to, iż reprezentuje interesy Prezydenta Miasta musi być bardzo miły dla dłużników. Oni bowiem stanowią ważny (jeżeli nie największy) procent ewentualnych wyborców. - Nie warto płacić kary na czas. Mandat "podrożał" tylko o 10 zł, a jak to ujął pan komornik "Dzięki temu tacy ludzie jak ja mają prace!" - Uwaga! Cytuję! "Chłopaku, na przyszłość postarajcie ugadać się z policjantami, żeby wlepili wam mandat za śmiecenie. Wtedy zapłacicie tylko 50 zł!" Czy muszę dodawać coś jeszcze? Doświadczenie to niezwykle mnie wzbogaciło. Teraz wiem, że mogę pić bez strachu o swój los. Zaś zła sława komornika odeszła wraz z bajkami o smokach i rycerzach.


Majter


Name:


Komentarze:

28.10.2007 :: 23:20 :: 83.28.55.11
kubysmovies
mialem kiedyś taką sytuację... I wiesz, co się stało? Mama zapłaciła! hahahahahaha

28.10.2007 :: 23:06 :: 87.206.187.65
otleś
masz brzydki telefon, czemu cenzurujesz swoje własne słowa? od kiedy taki poprawny jesteś?