Chyba nie jest ze mną za dobrze, bo od dłuższego czasu zbyt dużo rozmyślam o przemijaniu, egzystencji, śmierci i innych arcyciekawych kwestiach, których by się nie powstydził żaden szanowany emo dzieciak. Kiedy tak patrzę na mojego brata zastanawiam się jak musi się czuć mając świadomość tego, iż za 15 lat skończy czterdziestkę. Jeżeli będziemy w ten sposób rozumować, to możemy dojść do naprawdę niesympatycznych wniosków. Ja sam mając te swoje 22 mam wrażenie, że jakoś dziwnie szybko zleciał ten czas. Gdzie wcięło będące jeszcze niedawno teraźniejszością ostatnie dni? Przecież w trakcie tego okresu nie zrobiłem rzeczy z których mógłbym być jakoś specjalnie dumny. Nie osiągnąłem aż tak wiele, zaś marzenia z młodości... kariera muzyka, archeologa, plastyka spełzły na niczym. Nastroju nie poprawił mi napotkany ostatnio licznik życia. Według niego udało mi się dotrwać do 8461 doby istnienia. Malutko w konfrontacji z mikroskopijnymi liczbami, drobnymi wydarzeniami cyklicznie powtarzającymi się na naszych oczach. W ten oto sposób przeżyłem jak dotąd tylko 22 Boże Narodzenia, 22 Sylwestry, 22 wiosny, 22 zimy. 13 razy rozpoczynałem rok szkolny i byłem tylko na 7 urodzinach moich najlepszych przyjaciół. Najlepszym sposobem, aby o tym wszystkim zapomnieć jest rzucenie się w wir pracy, nauki i przyjemności. Całkowity hedonizm? To chyba nie dla mnie, bo zawsze w tej bezsensownej i niemal zwierzęcej egzystencji, którą razem dzielimy na ziemskim padole staram się doszukać pierwiastka duchowego, napełniającego tą materię czymś istotnym i... godnym.
Majter


![;]](http://img236.imageshack.us/img236/1673/jablofdo3.jpg)