Oblałem egzamin. Ale nie dostrzegam w tym zdarzeniu, aż takiej porażki. Widzę to bardziej jako dzieło, konfiturę, którą skrzętnie i skrupulatnie przygotowywałem przez kilka tygodni. Chciałbym zatem podzielić się z Wami kochani czytelnicy moim przepisem na laczka w indeksie.
Składniki:
- zaległe zaliczenie warunkowe z poprzedniego semestru
- nalewka brzoskwiniowa
- pusty zeszyt
- pusty plecak
- duża porcja luzu psychicznego
- dc ++
- piwko
- upał
- szczypta stresu podczas zbierania autografów
- kiepskie ściągi
Sposób przyrządzenia: Kiedy uda Ci się zaliczyć zaległe zaliczenie warunkowe wmawiasz sobie, że szczęście się do Ciebie uśmiechnęło i nie musisz się już uczyć. W trakcie spożywasz duże ilości nalewek i piwa ze względu na intensywny upał. Wiadomo, zabiera to sporo cennego czasu, dlatego co kilka dni postaraj się otworzyć swój plecak. Niestety - jest on pusty. Podobnie zresztą jak zeszyt. Aby zagłuszyć wyrzuty sumienia i stres przedzaliczeniowy, postaraj się pościągać trochę filmów z dc ++. Potem zaś rzuć okiem na większość tak, aby minęły dwa dni do egzaminu. Kiedy wiesz już, że nie wyrobisz się z nauką musisz przyrządzić zagrychę w postaci kiepskich ściąg. One zaś przypieczętują Twoje znakomite danie. Mam nadzieję, że te uwagi pomogą Ci w uzyskaniu podobnego efektu co w tekście. Głowa do góry i smacznego!
Majter


![;]](http://img236.imageshack.us/img236/1673/jablofdo3.jpg)