Cholera! A już myślałem, że jestem genialny. Oglądnąłem sobie kilka dni temu Star Trek VI: The Undiscovered Country i oświeciło mnie, że od Klingonów jedzie komuną na kilometr. Pierwsza rzecz jaka rzuciła mi się w oczy, to wszechobecny na ich planecie kolor czerwony. Dodatkowym elementem działającym na moje bodźce kojarzenia był uroczo niesprawiedliwy system sądownictwa, czyli coś jak u nas tylko, że 20 razy gorzej. Uradowany zabrałem się za pisanie, ale jak zwykle nie znałem poprawnej pisowni oryginalnego tytułu filmu. Wchodzę na stronkę ************ i co widzę? Że jacyś frajerzy wyczytali z fabuły to samo co ja, z tą różnicą, że było to ponad 20 lat temu! I jak tu się nie wkurzyć? Żeby było śmieszniej, to jeszcze doszukali się alegorii dotyczącej wybuchu Czarnobyla. Wychodzi więc na to, iż okazali się bystrzejszymi obserwatorami ode mnie. Skołowany i zdruzgotany przerażającą potęgą internetu postanowiłem przełamać chwilową awersję do tego wspaniałego nośnika informacji. Ostatnią deską ratunku było sprawdzenie komunistycznych powiązań ze Star Trek The Next Generations. Uruchomiłem Google i wpisałem kluczowe słowa "ST" i "komunizm". Sprawdziłem dwie strony... nic nie znalazłem. A do czego zmierzam? W tym bowiem serialu dziesiątki razy słyszałem, jak bohaterowie zachwalają niesamowity system, według którego żyją członkowie Federacji Zjednoczonych Planet. Wszyscy są szczęśliwi, ponieważ nie ma własności prywatnej, a ludzie kształcą się dla własnego rozwoju nie dążąc przy tym do bogacenia się. Ahh... aż się wzruszyłem. Chciałbym żyć w takiej przyszłości. Doszukałem się też dwóch fajnych rzeczy. W latach 80-tych niemal każdy film s-f ukazywał nam wizję współpracy z ZSRR. Na przykład w Odysei Kosmicznej 2010 ku przestrzeni wyruszyły dwie załogi - ruska i amerykańska. Ciągle coś im między sobą nie pasowało. Podróż była uciążliwa, ale w końcu oba kraje - dzięki ingerencji Obcych - pojednały się na tle dwóch słońc (kto oglądał ten wie o co chodzi). W Star Treku natomiast częścią załogi Kapitana Kirka jest mały rusek - Pavel Chekov. Swoją drogą wyjątkowo upierdliwy i niepotrzebny bohater. Chodzi po okręcie, coś pieprzy bez sensu. Niby jest śmieszny, ale na moje poczucie humoru działa jak środek przeczyszczający. Jego wzrost z pewnością miał sugerować niższość i posłuszeństwo wobec Zachodu. Z kolei w TNG klingończyk o imieniu Worf wychowywany był przez ziemskich rodziców - RUSKÓW! Ha! I kto jest mistrzem? Ciekawe czy to znajdziecie w Google! Podsumowując najbardziej zastanawia mnie, że twórca świata Treka - Gene Roddenberry - świadomie lub nie, wprowadza komunistyczne idee w świat amerykańskich wartości. I jak widać koegzystencja obu żywiołów sprawdza się znakomicie. Wniosek jest zatem prosty jak konstrukcja cepa. Jak się chce... to można!
Majter


![;]](http://img236.imageshack.us/img236/1673/jablofdo3.jpg)